kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Wtorek 17 października 2017
Brulion on-line NR3
Malarska treść egzystencji
Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)
Fotografie Stanisława Terleckiego
"Wybudował dom wysoko"
Uczniowie cieśli nad grodarzem - czyli o architekturze w Kazimierzu
Malowane Canonem
Aleksander Błoński - Mój alfabet Kazimierza
Znalazłem się w miejscu niezwykłym
Jest takie miejsce w Kazimierzu
Dni wody i słońca
Na dawnej fotografii
Co Kopernik, rybak i wzorowy żołnierz mają wspólnego...z Kazimierzem Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.2)
"Robiłem dobre zdjęcia" - Jerzy Szwartz (1911-2001)
Moja babcia Izabella Lenkiewiczowa
Dlaczego Kazimierz...?
Zapuszczanie korzeni


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR3 -> Dlaczego Kazimierz...?

  Dlaczego Kazimierz...?
RYSZARD KOSIOŁ


Zbliżał się wieczór. Skłaniające się ku zachodowi słońce kładło na ziemi coraz dłuższe cienie. Powoli nieregularna mozaika lasów i pól zacierała ostrość swoich konturów. W miarę jak topniała wysokość, bo wznoszenia stawały się coraz rzadsze i słabsze, rosło nerwowe podniecenie. Czyżby kolejna próba wykonania docelowego przelotu powyżej 300 km okazała się znów nieudana? Już po raz trzeci diament do złotej odznaki szybowcowej łaskotał moją ambicję. Niosący mnie w powietrzu „Sęp”, przelatując nad iskrzącą wstęgą Wisły, nieubłaganie zniżał lot do wysokości, od której należało rozglądać się za miejscem przymusowego lądowania, a do docelowego Radawca pozostawało zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Było to już niewiele, w porównaniu z prawie 300-toma kilometrami, jakie przeleciałem od startu z podgrudziądzkiego lotniska. Jedynym moim pragnieniem było znalezienie jeszcze jednego, choćby słabego prądu wstępującego, który mogłaby wywołać, wygasająca z wieczora, termiczna konwekcja powietrza.

Nagle, gdy już byłem przygotowany do manewrów poprzedzających lądowanie na wybranej nadwiślańskiej łące, poczułem lekkie uderzenie wstępującego powietrza, a wskazujący prędkość wznoszenia i opadania wariometr podniósł strzałkę powyżej zera. Krążąc ciasno w tym „kominie” mozolnie nabierałem wysokości, starając się bardzo uważnie sterować, aby szybowiec nie wypadł z wąskiej strefy noszenia. Prawe skrzydło „Sępa” zakreślało koła na błękicie nieba, podczas gdy lewe kręgami rysowało oddalającą się ziemię. Szybowiec powoli nabierał wysokości a ja stawałem się coraz bardziej odprężony i zacząłem uważniej przyglądać się znajdującemu się pode mną krajobrazowi.

Krążyłem nad niewielkim miasteczkiem, którego koloryt, w kładących się promieniach pomarańczowej tarczy słońca, wydał mi się urzekający. Wisła mieniła się różnymi odcieniami srebra, granatu i czerwieni. Nadbrzeżne łachy i wyspy rzeki miały barwę cytrynowej skórki. Czerwone dachy domów i kościołów kontrastowały z bielą murów. Coraz więcej szczegółów przyciągało moją uwagę. Pośrodku miasteczka widoczny był niewielki, kwadratowy obiekt, otoczony prostokątnym placem, stanowiącym chyba rynek. Teren zabudowy przecinała niewielka, uchodząca do Wisły rzeczka. Wychodzącą z placu rozgwiazdę ulic otaczały tonące w zieleni zbocza wzgórz, na których dały się zauważyć ruiny starych budowli i krzyże.
Zabudowa miasteczka w ciągu dnia nabrała od słońca tyle ciepła, że teraz je oddawała, powodując — na pewno już ostatnim tchnieniem mijającego, słonecznego dnia — unoszenie się ogrzanego powietrza ku górze i to w nim teraz oddalał się od matki ziemi mój szybowiec. Gdy strzałka wysokościomierza zatrzymała się na cyfrach 1500 m, wiedziałem, że pułap ten daje mi szansę osiągnięcia lubelskiego lotniska w locie ślizgowym. Rozluźniony, spojrzałem na mapę i odczytałem nazwę mojej szczęśliwej miejscowości: Kazimierz Dolny.
W ciągu następnych lat, kiedy tylko moje trasy lotów samolotami i śmigłowcami przebiegały w pobliżu, prawie zawsze odchylałem się od prawidłowego kursu na tyle, aby przelecieć nad „swoim diamentowym miasteczkiem”. Za każdym takim przelotem odkrywałem w jego zabudowie i topografii nowe szczegóły.
1 2 3
Zobacz zdjęcia
„Kapliczka” na parkingu PZMot

Jeszcze niezabudowana działka na Czerniawach

Kazimierski Heliopolis widziany z lotu ptaka




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe