kazimierz dolny
imieniny: Heleny i Bronisławy
Piątek 18 sierpnia 2017
Brulion on-line NR3
Malarska treść egzystencji
Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)
Fotografie Stanisława Terleckiego
"Wybudował dom wysoko"
Uczniowie cieśli nad grodarzem - czyli o architekturze w Kazimierzu
Malowane Canonem
Aleksander Błoński - Mój alfabet Kazimierza
Znalazłem się w miejscu niezwykłym
Jest takie miejsce w Kazimierzu
Dni wody i słońca
Na dawnej fotografii
Co Kopernik, rybak i wzorowy żołnierz mają wspólnego...z Kazimierzem Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.2)
"Robiłem dobre zdjęcia" - Jerzy Szwartz (1911-2001)
Moja babcia Izabella Lenkiewiczowa
Dlaczego Kazimierz...?
Zapuszczanie korzeni


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR3 -> Zapuszczanie korzeni

  Zapuszczanie korzeni
BOŻENA WÓJCIK

W tym roku minie 12 lat, odkąd zamieszkaliśmy w jednym z domów, położonych w centrum tego „magicznego” miasteczka, na północnym stoku doliny Grodarza vis a vis Małego Rynku, z piękną panoramą na Basztę, Zamek, Kazimierską Farę, Górę Trzech Krzyży.

Wcześniejsze spotkania z Kazimierzem, bardziej przypadkowe niż zamierzone, pozostawiły w pamięci wspomnienia tak bardzo różne od odczuć późniejszych. Nasza przygoda z Kazimierzem Dolnym nad Wisłą zaczęła się bardzo dawno temu. Po raz pierwszy byliśmy tu w latach 70. ubiegłego wieku, z grupą znajomych. Ja uczyłam się wtedy w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w warszawskich Łazienkach, Jacek w Technikum Budowlanym. Kolega Jacka z klasy miał krewnego, właściciela zamku niedaleko Kazimierza, jak się później okazało był to sam Pan Leon Kozłowski. Po wielu latach wspomnienia układają się w ciekawą całość. Przerażające opowieści o „Czarnej Damie” zamurowanej w jednej z wież zamkowych romantycznej ruiny rozbudzały naszą wyobraźnię. Pan Leon szczycił się swoim zamkiem i był z niego dumny. Innego zdania była jego warszawska rodzina, która wstydziła się starego dziwaka i nie utrzymywała z nim żadnych kontaktów.

Kazimierz zachwycił nas wtedy przede wszystkim kunsztem starych kamieniczek w Rynku. Wielką przygodą, ale także wyczynem była wówczas wspinaczka na Górę Trzech Krzyży. Rozmyte majowymi deszczami ziemne ścieżki (nie było jeszcze kamiennych schodów) prowadzące na punkt widokowy, stanowiły śliską rynnę. Przypominała ona bardziej tor saneczkowy, którym jednak powinno się raczej zjeżdżać i to w całkiem przeciwną stronę.Przez długie lata naszych studiów, wielu zagranicznych wyjazdów, różnorodnych kontaktów, zdobywania wiedzy, praktyki oraz tzw. światopoglądu, Kazimierz dla nas w ogóle nie istniał. Dochodziły tylko sporadycznie, wieści, głównie podczas rodzinnych spotkań, o domu w Kazimierzu, pensjonacie i restauracji. Jakoś nie mieliśmy czasu ani ochoty tam przyjeżdżać.

Nasze plany związane z zamieszkaniem w Kazimierzu, na początku 1990 roku dyskutowaliśmy z wieloma naszymi przyjaciółmi. Przy czym rady wielu z nich znacznie się między sobą różniły. Znajoma archeolożka Ryta z Muzeum Historycznego m.st. Warszawy była zafascynowana naszym pomysłem. Jej młody kolega po fachu Mietek, pochodzący z małego miasta północnej Polski, odradzał nam gorąco przeprowadzkę. Argumentował, że nie zdajemy sobie sprawy z życia na prowincji. W oczach innych naszych przyjaciół Kazimierz nie był i nie mógł być „prowincją”. Ale o tym postanowiliśmy przekonać się osobiście sami.
1 2 3 4
Zobacz zdjęcia
Autorka z mężem,na spacerze w Witoszynie.

Dom Bożeny i Jacka Wójcików przy ulicy Nadrzecznej 16.




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe