kazimierz dolny
imieniny: Joanny i Zuzanny
Środa 24 maja 2017
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]

  KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
Władysław Siła-Nowicki

(…) rok 1942 miał w jesieni przynieść „krwawą środę” w Kazimierzu  wymordowanie licznych przechodniów na ulicach miasta. W czasie tej masakry doktór Stanisław Leszczyński wyszedł z lekarską walizeczką na Rynek aby nieść rannym ratunek, bez wahania narażając własne życie. Potem przychodziły wiadomości o wywiezionych do Oświęcimia mieszkańcach miasteczka i o tym, że nie żyją, co było przedłużeniem aktu terroru, utrzymującym ludzi w nieustannym napięciu: „Kto następny?”.
   
Nieomal jednocześnie zamordowano w Bochotnicy kilkadziesiąt osób i ponad osiemdziesiąt osób  bez różnicy płci i wieku, od małych dzieci do starców  w Kolonii Zbędowickiej. Do dziś pamiętam widoczny z naszego ogrodu olbrzymi słup czarnego dymu unoszący się znad płonących chat oraz odgłosy dalekich strzałów. Było to w listopadzie 1942 roku. A jednocześnie z pobliskiego domu w Wylągach gdzie przygotowywano wesele, dochodziły odgłosy bębna. Przy przerażających okrucieństwach okupanta, życie biegło jakby automatyczną siłą instynktu przetrwania. Ludzie żyli według rytmu natury, tak jak stojące drzewa patrzą spokojnie na wyrąb drzew, które walą się w ich bezpośrednim sąsiedztwie…
   
Płonęła Kolonia Zbędowicka, słychać było daleki odgłos palby, lała się krew, a o dziesięć kilometrów dalej młoda para jechała do ślubu, przygotowywano weselne przyjęcie, z zamierzonego małżeństwa miały narodzić się dzieci, które od starszego pokolenia dowiedzą się kiedyś o popełnionychw okresie ich najwcześniejszego dzieciństwa, blednących we wspomnieniach starych ludzi okrucieństwach okupanta…
   
Wieś budziła się powoli w okresie okupacji. Pojawiły się zaczątki konspiracji, kręcili uzbrojeni ludzie. Przychodzili nocą do dworu, właściwie bez celu, początkowo jakby dla pokazania, że coś się dzieje i przygotowuje. Ale nie były to jeszcze żadne konkretne akcje. W końcowym okresie okupacji miało to jednak doprowadzić do szerokiego udziału wsi, a zwłaszcza jej młodego pokolenia w działalności konspiracyjnej.
   
Brutalne akcje okupacyjnego terroru prowadziły do skutków odwrotnych od zamierzonych. O kilkunastu ofiarach niemieckiego terroru wiszących na szubienicach na skrzyżowaniu szosy prowadzącej do Radomia z szosą do Kozienic, o wiszącym wśród nich siedemdziesięcioletnim kapłanie, którego biel włosów odcinała się z dala od czerni sutanny  opowiadano w całym powiecie.
   
Okupacja niemiecka była okrutna i krwawa również na terenach wiejskich. Jak wspomniałem, w 1942 r. w naszej najbliższej okolicy  w Kazimierzu i Bochotnicy miała miejsce „krwawa środa”, jeszcze w czasie kampanii wrześniowej wymordowano wszystkich mężczyzn ze wsi Szczuczki, potem  całą Kolonię Zbędowicką. Nastąpiły liczne aresztowania i deportacje do obozów koncentracyjnych, z których powróciła niewielka tylko część wywiezionych. Tysiące ludzi rozstrzelano w lubelskim Zamku.
   
Mimo starannej blokady informacji i bezwzględnego karania śmiercią za posiadanie radia umożliwiającego słuchanie audycji z Zachodu  rosła żądza zemsty. Paradoksem tego czasu był fakt, że posiadanie broni było mniejszym zagrożeniem, niż posiadanie aparatu radiowego. Choć za jedno i drugie groziła kara śmierci  broń dawała szansę obrony.
   
Nawet jednak z komunikatów oficjalnego radia zwanego „szczekaczką” i z oficjalnych gazet nazywanych „szmatławcami” można się było zorientować, że skończył się okres triumfu niemieckiego oręża, że zbliża się nieuchronna klęska Hitlera. Problemem dla nas wszystkich było aby tej klęski doczekać.


Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe