kazimierz dolny
imieniny: Joanny i Zuzanny
Środa 24 maja 2017
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> Okruchy Pamięci

  Okruchy Pamięci
Jan Suzin

Wadyas

Mikołaj Wadyas - nestor polskich dziennikarzy. Jedna z najbarwniejszych postaci przed i powojennego Kazimierza. Wiemy o jego wieloletniej działalności dziennikarskiej, wiemy o jego zasługach wojennych (walka w 1939r., Krzyż Walecznych, 5 lat oflagu) ale nie to chcemy dziś tu wspominać.

Wadyas był częstym gościem Kazimierza. Tu go spot-kałem i tu go, takim jaki był w ostatnich latach życia - zapamiętałem. Trudno klarownie zatrzymać w pamięci wydarzenia sprzed połowy niemal wieku, ale zostały przecież jakieś okruchy. Okruchy pamięci.

Leży oto przede mną zdjęcie. Jest to niewątpliwie Mikołaj Wadyas, ale jakże różny od tego, którego pamiętam. Ten na zdjęciu ma ok. pięćdziesiątki, a ten "mój" - zapamiętany Wadyas wyglądał tak: niewysoki, krępy, oparty na lasce, z głową otoczoną aureolą białych włosów. Wyglądał - jak Wernyhora, tyle że Wernyhora nie palił cygar. Zawsze był pogodny. Nigdy nie widzieliśmy go smutnego, czy zasępionego, bo nigdy takim nie był. Był królem humoru, toteż ciągnęliśmy do niego, jak muchy do miodu. "Pamiętajcie - mówił - najgorsza rzecz to ponuractwo. Unikajcie ponuraków!" Tu pił trochę do swojej rodziny, która podobno
w ogóle nie miała poczucia humoru.

Pił też - setkę czystej przed obiadem. Był to swego rodzaju rytuał. Udawał się do knajpeczki pana Rodzika
na Lubelskiej, aby tam "strzelić" sobie jednego. I dlatego właśnie owa knajpka, serwująca przeważnie czystą pod ogóra, nazywana była przez nas "Strzelnicą". Wszyscy byliśmy wówczas mniejszymi, lub większymi strzelcami. Toteż ciągnęliśmy tabunem za Mistrzem, aby współuczestniczyć w jego przedobiednich misteriach. Ale - i tu uwaga! - nikomu, nigdy nie udało się Mistrzowi ani kropelki postawić. Zawsze płacił za siebie sam. Mówił bowiem, że lekarz zabronił mu pić dużo, a mało - mówił, to ja mogę pić tylko za swoje. Po obiedzie zasiadaliśmy wszyscy w sarpowskim hallu, a Wadyas rozżarzał swoje nieodłączne cygaro i rozpoczynał opowieści. Prawda przeplatała się w nich z fantazją, ale były przezabawne.

W początkach dwudziestego stulecia był on naczelnym redaktorem jakiegoś małego pisemka gdzieś na kresach. Za całą łączność ze światem służył mu zdezelowany telefon na korbkę. Pewnego dnia dotarła do niego wiadomość, że laureatem nagrody Nobla został Rabindranath Tagore. Natychmiast zadzwonił do redakcji, aby tę ważną wiadomość włamano do numeru. Ale dyżurny redaktor był fujarą i niewiele do niego docierało, więc Wadyas nazwisko laureata przez telefon przeliterował. Następnego dnia - opowiadał - wsunięto mu pod drzwi pierwszy egzemplarz gazety. Na pierwszej stronie, wybity tryumfalnie wielkimi literami widniał nadtytuł: "Wielki sukces nauki żydowskiej!" a pod spodem: "Tego-rocznym laureatem nagrody Nobla został rabin doktor Natan Gore".

Rano zazwyczaj biegliśmy na plażę. Inni byli wtedy lokatorzy Sarpu. Po schodach zbiegali młodzi, przystojni architekci w towarzystwie opalonych, kuso odzianych dziewczyn. Wadyas, oparty o laskę, stał zwykle w hallu, ćmiąc ogryzek cygara i przyglądając się z uznaniem odnóżom naszych dziewczyn. "Panie Janek - skinął na mnie - dokąd się wybieracie?" Oczywiście bez namysłu odpowiedziałem: Na ryby panie redaktorze. A on na to: "A czy te ryby biorą także na zdechłego robaka?"

Był już dobrze po siedemdziesiątce, kiedy przekonywał nas, że najlepszym środkiem na bezsenność jest - osiemnastka. Nie macie pojęcia ile brałem już leków, proszków i wszystko na nic. Aż wziąłem do łóżka osiemnastkę. Ona szarpie mnie za rękaw piżamy i woła: "Mikuś nie spij!, A ja śpię jak zarżnięty".
O Wadyasie wspomina Lech Pietrzak w swojej uroczej książeczce "Prawdy i nieprawdy o Kazimierzu". Wynika z niej, że Wadyas był "gruby, ale piękny", a także, że jego przyjaciel Edmund John jemu właśnie jeden ze swoich słynnych palindromów poświęcił. Palindrom - dla nie wiedzących - to zdanie bądź słowo, które można tak samo czytać wprost i wspak. Np. "A to kokota", "Tolo ma samolot" itp.

A z Wadyasowym było tak. Obaj panowie, wracając z jakiejś bibki, wstąpili gdzieś na strzemiennego, aby ostatecznie sprawdzić, który z nich ma mocniejszą głowę. Po kilku setkach (!) wygrał Wadyas, a pokonany John powiedział: "Szkoda dla ciebie wódki" I po chwili dodał: "Wódy żal dla żydów".
I to właśnie ten słynny palindrom.

Odjeżdżającego do Warszawy Wadyasa żegnaliśmy tradycyjnie całą gromadą. A kiedy (nie wiedząc o tym) żegnalismy Go po raz ostatni, kupiliśmy Mu na drogę ogromny, chyba półmetrowej średnicy słonecznik, zza którego machał nam długo przez okno autobusu. Nie widzieliśmy Go potem już nigdy.
1 2
Zobacz zdjęcia
Mikołaj Wadyas 1897-1970

Jadwiga i Sabina Sawczuk, gdy prowadziły bar mleczny




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe