kazimierz dolny
imieniny: Joanny i Zuzanny
Środa 24 maja 2017
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców

  Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
Wojciech Włodarczyk

W okrągłym oknie naszej podgórskiej biblioteki, ponad wspinającą się na szczyt wzgórza winnicą, króluje monumentalna, rozwinięta fasada janowieckiego zamku. Spięta basztami biała ściana kontrastuje z ciemną zielenią wiślanej skarpy. Ten sam zamek oglądany z Męćmierza czy Kazimierza Dolnego ukazuje inny, smukły, bardziej „gotycki” profil. Ta „geometria spojrzeń”, właściwość miejsc malowniczych, skłania także do innego spojrzenia na Kazimierz, ukazania go w odmiennej perspektywie, dostrzeżenia w nim tego, co dotychczas w jego dziejach było pomijane.

W historii kazimierskiego malowania dominują uczniowie Tadeusza Pruszkowskiego. Zawładnęli malarską legendą miasteczka. Stworzyli ją. I chociaż bywał tu wcześniej ze studentami Władysław Ślewiński i wydawać by się mogło, że lekcja Paula Gauguina powinna znaleźć swoje konsekwencje w obrazach kazimierskich plenerystów, pozostał - jak dziś Jacek Sempoliński czy Tomasz Tatarczyk, „duchowy uczeń” Zbigniewa Gostomskiego - samotnikiem bez naśladowców. Bowiem to pruszkowiacy, razem ze studentami Władysława Skoczylasa, znaleźli malarski język, który współgra z tym nadwiślańskim genius loci: różnorodnością, bogactwem, narracją, pstrą ale stonowaną barwnością, urokiem szczegółu i tworzywa, a jednocześnie zaskakują-co spójną całością, zadziwiającą harmonią współczesności i tradycji. Język, w którym nad plamą przewagę ma kreska i anegdota. Język, który stopił się z Kazimierzem w jedno, zmitologizował i obrazy, i miasteczko.

Istnieją jednak także inne tradycje malarskie Kazimierza. Innych wyborów i innych decyzji artystycznych.
I to równie ważnych. To tu, w sierpniu 1923 roku, zapewne w willi Gustawa Potworowskiego, ojca Piotra, Jan Cybis namalował swój pierwszy „kolorystyczny” obraz. Jest to jednocześnie pierwszy znany sygnowany obraz artysty1. Przełamał w nim swoją dotychczasową eksperymentatorską manierę, zharmonizował i rozjaśnił paletę. Tu znalazł swoją formułę malarskiego ekskluzywizmu. Rok wcześniej (a może - samotnie - także dwa lata wcześniej) przebywał już z grupą kolegów, przyszłych studentów Pankiewicza, kilka tygodni w willi Potworowskich na zaproszenie Piotra.2 Jeszcze wcześniej poznała miasteczko narzeczona Cybisa, Hanna Rudzka, przed studiami nauczycielka rysunku w gimnazjum żeńskim w Lublinie. Z tym kazimierskim plenerem 1922 roku (albo z rokiem 1921) wiązane są pierwsze znane dwa pejzaże Cybisa (jeden „czannowski”), na razie rysowane kredką.3 Czy nie odbyło się to wszystko z udziałem światła, atmosfery Kazimierza? Obraz, jak wino, jest dziełem, dla którego miejsce narodzin odgrywa decydującą rolę, w którym odnajdujemy taką intensywność i magię miejsca. Tak jak dla Józefa Pankiewicza w 1890 roku Kazimierz był źródłem najbardziej rozświetlonych obrazów, tak teraz stał się dla jego uczniów miejscem decydujących odkryć.4 To, że jedno ze źródeł koloryzmu i kapizmu możemy znaleźć w tym samym miejscu co źródło ich ideowo-artystycznego przeciwieństwa - malarstwo pruszkowiaków - zastanawia. Dodaje także dodatkowego smaku ich późniejszym potyczkom. Każe także zamyślić się nad znaczeniem miejsc plenerowych obu grup, kapistów i łukaszowców, Krzemieńcem i Kazimierzem.5

Władysław Strzemiński, legenda nie tylko polskiej awangardy, na pierwsze powojenne plenery wyjeżdżał ze swoimi studentami do Nowej Rudy. Natomiast jego kilkudniowy pobyt w Kazimierzu w lipcu 1950 roku jest mniej znany.6 Dlaczego wybrał mityczny Kazimierz, wiedząc, że jak co roku w tym właśnie czasie zjeżdżał tam tłum studentów i asystentów warszawskiej ASP? Bardzo często wizytowali ich sami profesorowie. Dokładnie rok wcześniej uczynił to Jan Cybis.7 Przed wojną kapiści i awangarda stanowili wspólny front przeciw sztuce uczniów Pruszkowskiego.8 Teraz kolorystówi awangardę łączył, przynajmniej ich część, sprzeciw wobec ustanawianemu socrealizmowi. Nowe komunistyczne „święto odrodzenia” - 22 lipca Strzemiński spędził w Kazimierzu. Zmagał się z trudnymi wyborami (właśnie usunięto go z łódzkiej szkoły, Cybisa usuną za dwa miesiące), co łatwo odczytać z jego ostatnich publikowanych zaledwie parę miesięcy wcześniej artykułów: W sprawie „prymitywu ludowego” czy Człowiek i maszyna w malarstwie.9 Rysował widoki miasteczka z drugiego brzegu Wisły, szkicował wieśniaków, kozy, kury, dla których modele znajdował na kazimierskim rynku i w jego okolicach. Wiele wskazuje na to, że w szkicach do „Małorolnych”, „Kłosów” i „Żniwiarek” z 1950 roku znajdują się właśnie te, które odkrył w Kazimierzu.10 Ostatnie z zachowanych serii rysunkowych Strzemińskiego związane są z tym miasteczkiem. Na te szkice warto spojrzeć poprzez pryzmat indywidualnych wątków twórczości artysty: wielokrotnie powracającym pejzażu i temacie zagłady żydowskiej, której poświęcił w 1945 roku cykl „Moim Przyjaciołom Żydom”. Pełny do niedawna Żydów Kazimierz oglądany jest jednak przez Strzemińskiego przede wszystkim jako malowniczy krajobraz.
1 2 3 4 5
Zobacz zdjęcia
Kwiecień 1955. Od lewej: Marek Oberlnder, Aleksander Wallis, Elżbieta Grabska i Ludmiła Stehnova. Fot. Wojciech Luterek.

Nad kamieniołomem, kwiecień 1955. Od lewej: Elżbieta Grabska, Aleksander Wallis, Janina Jasińska, Ludmiła Stehnova, leży Roman Zimand. Fot. Wojciech Luterek

Elżbieta Grabska pozująca na podwórku domu przy ulicy Krakowskiej według litografii „Głód” Marka Oberlndera. Kwiecień 1955, fot. Wojciech Luterek

Marek Oberlnder tańczy kozaka w ogrodzie domu sióstr Kunickich. Od lewej: Aleksander Wallis, Elżbieta Grabska, rzeźbiarka Irena Kunicka, Ludmiła Stehnova, prawdopodobnie Irena Grabska, przyjaciółka Ireny Kunickiej i Marek Oberlnder. Pies Kunickich Piwonia




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe