kazimierz dolny
imieniny: Teodora i Emanuela
Niedziela 26 marca 2017
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej

  O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Bogusław Mansfeld

W ten sposób zwykł umawiać się Jerzy Gnatowski, znakomity malarz krajobrazu, chyba z każdym, kto się chce z nim spotkać w Kazimierzu, gdzie mieszka od 1988 roku. Było tak również ze mną, kiedy przyjechałem do niego po raz pierwszy. Nazwa kawiarni – „Rynkowa”, jest „przezroczysta”, bo cóż dla większości może oznaczać poza wskazaniem miejsca? A jednak działa ona jak hasło, za którym kryje się obowiązujący dla miłośników miasteczka przez wiele lat powojennych zwyczaj rozpoczynania pobytu w Kazimierzu od kawy w „Rynkowej”, w otoczeniu prze-siadujących tam chętnie malarzy, pisarzy i aktorów. Utrwalił ich tutaj zobaczone sylwetki lubelski dziennikarz Mirosław Derecki i kiedy czyta się jego wspomnienia przychodzi
na myśl jeszcze starsza, warszawska „Ziemiańska”, najzabawniej jak się zdaje opisana na emigracji przez znakomitego rysownika Zdzisława Czermańskiego. Jego „Kolorowi ludzie” gromadzili się codziennie między pierwszą a trzecią po południu, ci zaś kazimierscy, ze swoimi gośćmi z bliska i z daleko, bo nawet spoza Polski, spotykają się rano o dziesiątej; w dni  słoneczne przy kilku stolikach na zewnątrz, w porach deszczu i chłodu w środku, gdzie od lat zajmują te same miejsca. Wraz z upływem lat, zwłaszcza od ostatniej dekady XX wieku, nazwa „Rynkowej” stała się jeszcze bardziej „przezroczysta”, ponieważ niespotykana wcześniej fala przy-jezdnych rozlała się po nowych kawiarniach, piwiarniach i restauracjach, znajdując tam odpowiedniejsze dla swoich upodobań klimaty. Żeby więc wypełnić tę nazwę zrozumiałym dziś znaczeniem nie wystarczy tylko znaleźć się wśród tych bywalców „od dziesiątej”; nawiązanie kontaktu z każdą tradycją wymaga wysiłku, jak wiadomo zawsze odwrotnie proporcjonalnego do siły jej trwania. Ten wymaga więcej niż najbarwniejsze nawet anegdoty, ale warto go podjąć nie tylko dla nowych znajomości.                            .
   
W jednym z brulionów opatrzonych tytułem „Notatki z natury”, Jurek zapisał pod datą 31 maja 1984 roku: „Gdyby nie ustawiczny niedosyt, rodzaj niespełnienia, nie powstałoby nic z rodzaju plastycznych wynurzeń”. Podoba mi się to zdanie! Bo przecież dotyka ono czegoś, co dawno już po-jawiło się gdzieś między potrzebą kanonu a świadomością ludzkiej ułomności, tłumaczone jako owoc z drzewa dobrego i złego. W tę egzystencjalną przestrzeń wpisała się sztuka dla równoważenia skrajności, od czego odstąpienie w jedną lub drugą stronę po prostu grozi jej destrukcją. Podobnie jak to samo człowiekowi, któremu sztuka nadto utratą swojej niepowtarzalnej wartości uświadamia  wielkość tego, co na skutek tego traci. Jurek, choć nie zagłębia się w istotę tego zjawiska z wprawą filozofa, to jako artysta z pewnością może wiele o nim powiedzieć, a także świetnie napisać, jak mu ongiś słusznie powiedziała Maria Kuncewiczowa. Aby tak rozumiane tworzenie mogło się odbywać, prócz talentu potrzebne jest naturalnie odpowiednie miejsce, np. takie jak Kazimierz, miasteczko estetycznie i w ogóle architektonicznie niezborne, dlatego stanowiące świetnie unaocznione wy-zwanie do nieustannego przezwyciężania owego niedosytu. Jego ikonografia, nie tylko ta dokumentująca tak długo cenione od końca XVIII wieku, od Muntza i Vogla, tutejsze, jakże często i długo pozostające w stanie ruiny „starożytności polskie”, utrwaliła właściwy mu stan permanentnego pozostawania między chęcią a możliwością. Ale to ów stan właśnie najlepiej potrafi wyzwolić imperatyw zmiany, wzbudzić w artyście chęć podjęcia trudu wypełniania luk, porządkowania części tak, aby ułożyły się w pożądaną całość, w płaszczyźnie teoretycznej zaś ukazać sposoby rozwiązywania duchowych i warsztatowych przeszkód w drodze do celu, czy jak mówi Jurek – do Dzieła.
   
1 2
Zobacz zdjęcia
Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski

Rys. Jerzy Gnatowski




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe