kazimierz dolny
imieniny: Heleny i Bronisławy
Piątek 18 sierpnia 2017
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> Wermanowie z Kazimierza

  Wermanowie z Kazimierza
Anna Mańkowska

Dla bywających w Kazimierzu nad Wisłą miasteczko kojarzy się przede wszystkim z pięknem krajobrazu i architektury. Istnieją jednak inne oblicza Kazimierza, mało znane i czekające chyba na odkrycie. Myślę o historii rodów, które bytują tu od kilku pokoleń, mrówczą pracą utrzymujących ciągłość rzemieślniczych tradycji, etosu pracy, rzetelności w każdej życiowej sytuacji. To oni chronili miasteczko przed niebytem trwając w swych sklepikach i warsztatach w czasach kryzysów, wojen, politycznych przełomów, upaństwowień na siłę i uspółdzielczeń wbrew woli.
 
Co robią teraz, czy swoboda dla ludzkiej inwencji, czas dla przedsiębiorczych zastał ich gotowych do działania?

Wędrowiec z XIX wieku

Rodzina Wermanów zamieszkuje w Kazimierzu od pięciu pokoleń. Ich pierwsze domostwo przy ul. Klasztornej zbudowano w roku 1918, lecz historia rodu jest dużo starsza. Istnieje w rodzinie ustny przekaz o wędrowcu, który w pierwszej połowie XIX wieku trafił do Kazimierza i ożenił sięz wdową, która już pochowała dwóch mężów. Miał niepolskie nazwisko Werman, a na imię Franciszek.
   
Niestety, nie ostał się grób Wędrowca, protoplasty rodu kazimierskich Wermanów, ale o jego dwóch synach: Franciszku i Józefie wiadomo już dużo więcej. Franciszek Werman urodzony około 1860 roku w Kazimierzu, trudnił się początkowo stolarstwem, później zajmował się handlem. Ożeniony był z kazimierzanką, także Franciszką, z domu Witkowską. Małżeństwo to miało sześcioro dzieci: Jana, Józefa, Franciszka (zginął na wojnie w 1920 r.), Marię, Czesława i Justynę.

O historii rodu rozmawiam z panem Wacławem Wermanem (ur. w 1914 r.) synem Józefa, kombatantem (AK), handlowcem, dziś już emerytem. Siedzimy w jego przytulnym mieszkaniu w Lublinie na LSM i gawędzimy o przeszłości. Kim byli kazimierscy Wermanowie?
   
Byli powszechnie poważani w miasteczku – mówi p. Wacław, znani jako ród znakomitych masarzy. Przed wojną tylko mój ojciec miał dyplom mistrzowski uzyskany w tym fachu w Warszawie. Początkowo ojciec prowadził stragan masarski na Rynku, a warsztat miał w wynajmowanym budynku na Plebance. Dopiero później, po I wojnie światowej, kupił ruiny domu przy ul. Klasztornej i rozpoczął budowanie własnej siedziby.
   
Wermanowie wprowadzili się do domu przy Klasztornej 4 w 1918 roku i tu urodziło się rodzeństwo p. Wacława: brat Antoni, siostry Irena i Regina.
 
Ojcu szło dobrze, wspomina pan Wacław. On i moi trzej stryjowie prowadzili sklepy masarskie powoli stając się elitą tej branży w miasteczku. Największy sklep prowadził stryj Jan, który mieszkał przy Rynku w kamienicy pod św. Krzysztofem. W miejscu jego masarni istnieje teraz galeria.
   
Do jakiej takiej pomyślności dochodziło się wówczas ciężką, żmudną pracą. Ja i mój brat Antoni chodziliśmy
do szkół, ja dojeżdżałem do gimnazjum w Puławach, lecz po powrocie ze szkoły pomagaliśmy ojcu w warsztacie, nie wst-dząc się fizycznej pracy. Siostry także pracowały stojąc za sklepową ladą, a matka prowadziła cały dom. Więzi rodzinne były wówczas silne i pamiętam, że do głowy nam nie przyszło nie posłuchać w czymś ojca. Etosu pracy uczyliśmy się w twardej szkole życia wiedząc, że byt całej rodziny zależy od wspólnej pracy.
   
Pamiętam doskonale dziadka Franciszka. Wryło mi się w pamięć zdarzenie, gdy jeden z klientów zostawił na ławce przed sklepem kupkę groszaków, ja  mały smyk  uważałem, że to znalezisko można przeznaczyć na cukierki, ale dziadek zrobił mi przy okazji wykład o uczciwości kupieckiej i kazał resztę odnieść sąsiadowi, który robił u nas zakupy. Nauka uczciwości była wtedy skuteczna, bo nie mijała się z praktyką. Tylko rzetelni mogli oczekiwać szacunku w środowisku.
1 2 3 4
Zobacz zdjęcia
Antoni Werman przed swoim sklepem na ul. Klasztornej




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe