kazimierz dolny
imieniny: Teodora i Emanuela
Niedziela 26 marca 2017
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> Jak daleko, jak blisko...

  Jak daleko, jak blisko...
Anna Nowicka

Ta opowieść nie ma ambicji dokumentu, ponieważ historia poskąpiła zapisów. Nie ma być też wstępem do monografii. Ma natomiast powiedzieć o pierwszych latach liceum w Kazimierzu i niezwykłym człowieku, jakim był Ignacy Dzierżyński, brat słynnego Feliksa.

Ignacy Dzierżyński wystawił społeczeństwu i sobie pomnik, który ma już dzisiaj pięćdziesiąt lat.

Pierwszą próbę powołania szkoły średniej podjęto w Kazimierzu dziesięć lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Z czasu jej istnienia zachowała się rodzinna fotografia w sepii i nazwiska organizatorów obywateli dumnego miasta. Po dwóch latach biedne gimnazjum ambitnej, ale ubogiej społeczności padło.

Drugie narodziny szkolnictwa średniego w Kazimierzu były jeszcze trudniejsze. Ofensywa sierpniowa w 1944 roku wypaliła miasto i wydawało się, że starczy sił tylko na leczenie ran. A tymczasem już we wrześniu 1945 roku powołane zostało Miejskie (prywatne) Gimnazjum z garstką młodzieży. Otrzymało dwie izby w szkole podstawowej. Stan biblioteki wynosił zero tomów, nawet wykładowcy pozbawieni byli książek. Temu chybotliwemu organizmowi dyrektorował ksiądz Józef Jachuła, aktywny żołnierz AK. Jak napisał jeden z uczniów „ksiądz Jachuła nie był może wybitnym kaznodzieją, ale energicznym działaczem i organizatorem”.
W tych siermiężnych warunkach bazując na czesnem wysokim na owe czasy i wsparciu rady narodowej udało się utrzymać placówkę przez dwa lata, mimo że kapłaństwo jej dyrektora i jego okupacyjna proweniencja były solą w oku władzy. Z początkiem roku 1947 przyszła decyzja o zamknięciu gimnazjum. Wtedy głos zabrał profesor Ignacy Dzierżyński, zamieszkały na Wylągach, przedwojenny kurator szkolny. Gimnazjum musi być - powiedział i pojechał do Warszawy interweniować. Skutecznie! We wrześniu rozpoczęła się nauka. Aby ocalić szkołę, Dzierżyński podjął się jej dyrektorowania. Rok 1947 można więc uważać za datę powołania szkoły, gdyż ci którzy się w niej znaleźli zostali jej abiturientami w roku 1951.

Niezastąpiony

Ignacy Dzierżyński urodził się w majątku rodziców pod Wilnem, jak jego liczne rodzeństwo kształcił w Wilnie, gdzie szpiclowanie i demoralizacja odpowiadały temu, co opisane zostało w „Syzyfowych pracach”. Wyrzucony wraz z braćmi za bunt ukończył szkołę w Petersburgu, a potem studia matematyczno-fizyczne w Moskwie w 1903 roku. Gdy jego brata Feliksa pochłonął ruch rewolucyjny, on pociągnął do Polski. Początkowo uczył w szkołach prywatnych, po odzyskaniu niepodległości podjął się roli wizytatora z ramienia ministerstwa oświaty. Na piechotę, w lichym ubranku, z plecakiem wędrował po prowincji, by budować wolne szkolnictwo. Jego pasją było podnoszenie kwalifikacji nauczycieli i wspieranie utalentowanej młodzieży chłopskiej. Zdeklarowany nonkonformista z protekcjonizmem walczył zaciekle choć nie zawsze skutecznie. Choroba i niechęć do prywaty skłoniły go do przejścia na emeryturę w 1939 roku. Zamieszkał w majątku żony na Wylągach, gdzie od września tego roku zaroiło się uciekinierami.

Na uratowanie gimnazjum przez Dzierżyńskiego w 1947 roku miało wpływ niewątpliwie nazwisko i tyleż krępujące co użyteczne znajomości. Liczył się z nim Bolesław Bierut i ambasador ZSRR Sobolew oraz lewicowi działacze oświatowi. Sobolew ilekroć Dzierżyński zjawił się w ambasadzie dawał mu do dyspozycji samochód, by go odwiózł na rodzinne Wylągi. Problem tkwił w tym, że profesor nie chciał bywać w ambasadzie, jeśli naprawdę nie musiał, bo był człowiekiem bardzo skromnym i nawykłym do wędrówek per pedes. Codziennie od 1945 roku bez względu na pogodę przemierzał wąwóz (dzisiaj ulica Doły) prowadzący do szkoły, zimą oblodzony lub zasypany śniegiem, wiosną kipiący błotem i zalewany burzowymi opadami. On prawie siedemdziesięciolatek. Dopiero w ostatnim roku jego pracy miasto opłaciło podwodę, która go przywoziła i odwoziła.

Czas stabilizacji?

Stabilność szkoły to nie jedyna zasługa profesora Dzierżyńskiego. To on właśnie ratował ludzi przed wyrokami. Do roku 1948 Kazimierz był ośrodkiem politycznych niepokojów. W mieście istniała szkoła zawodowa, w której uczyli się chłopcy „prosto z lasu”, na co dzień noszący przy sobie broń. Żołnierze z oddziału „Zapory” bywali tak częstymi gośćmi w mieście, że SB omijała je z daleka. Referendum 3 x TAK miało charakter zmowy narodowej na 3 x NIE. Wpływ Kościoła też nie był tutaj bez znaczenia. Było kogo i dlaczego ratować. Niestety, nikt nie dotarł po dziś dzień do dokumentów, ilu ludziom Ignacy Dzierżyński uratował życie, a ilu uchronił przed długoletnim więzieniem.
1 2
Zobacz zdjęcia
Szkoła w latach 50.




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe