kazimierz dolny
imieniny: Grzegorza i Aleksandra
Poniedziałek 24 kwietnia 2017
Brulion on-line NR4
KRWAWA ŚRODA - 18 listopada 1942 - Krwawa Środa
KRWAWA ŚRODA - Relacje świadków
KRWAWA ŚRODA - Fragment książki "Wspomnienia i dokumenty" [ T.1 s.174-175]
KRWAWA ŚRODA - W XXX rocznice "Krwawa Środa"
KRWAWA ŚRODA - To już 60 lat! Krwawa Środa w Kazimierzu Dolnym n/Wisłą
KRWAWA ŚRODA - Ponure dni w historii Kazimierza
WOJNA - "Przysięgam być wiernym ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej"
WOJNA - Partyzancki samotny grób przy kościele p.w. św. Anny
WOJNA - Wspomnienia o akcji pod Zastowem
Początki chrześcijaństwa w Kazimierzu n/Wisłą
Okruchy Pamięci
Inny Kazimierz: kolorystów, awangardy, arsenałowców
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Od Andrzeja Kołodziejka do piwka...
ANDRZEJ KOŁODZIEJEK - Spotkanie z malarzem
O śniegu, sankach i świetach
O dziesiątej w kawiarni na rogu rynku i lubelskiej
Notatki z natury
Był sobie hotel...
Willa pod różami
Wermanowie z Kazimierza
Wspomnienia Pani Heleny Werman
Jak daleko, jak blisko...
Teatr uliczny


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR4 -> Teatr uliczny

  Teatr uliczny
Tadeusz Michalak

W mojej opowieści o ulicy Puławskiej, którą zacząłem pisać przed dwoma laty, młody i kędzierzawy Tadzio Pałka wyjechał na hulajnodze z wylotu ulicy. I zaraz tam go zostawiłem, zajmując się różnymi innymi sprawami. Teraz zimą podejmuję przerwany wątek, ale nim pozwolę Tadziowi dalej pojechać, trochę historii.                   

Puławska jest to jedna ze starszych kazimierskich ulic. W oparciu o szlak nią przebiegający kształtowało się miasto. Najpierw była wąską półką wciśniętą w zbocze. Tak wąską, że dwa wozy jadące z naprzeciwka minąć się nie mogły. Zresztą i nie musiały, bo przez lata takie spotkanie się nie odbyło, gdyż ludzi w ogóle było mało, a tych co drogą tą jeździli, jeszcze mniej. W jedną stronę droga najpierw doprowadzała do przeprawy przez Wisłę, a potem dalej do rozległej doliny rzeki Trypy. W drugą stronę doprowadzała do klasztorku i kościółka Panien Norbertanek i zaraz potem do rozstajów, których nazwa nie dotrwała do naszych czasów. Jedynie schowany w drzewach krzyż znaczy dzisiaj to  miejsce.

Ulica nazwana została Puławską stosunkowo późno, może trzysta lat temu. Do końca lat trzydziestych XX wieku była głównym wjazdem do miasta. Wspólna nazwa obejmowała jej górną część, przytuloną do zamkowej i wieżowej góry oraz część dolną przebiegającą pomiędzy spichrzami a nabrzeżem rzeki. Z przyczyn naturalnych górna część zabudowana została tylko od strony stoku. Strona przeciwległa, obecnie wolna od zabudowy, niegdyś na początku posiadała kilka domów. Dolna cześć ulicy miała spichlerze i Wisłę i nazywała się Przedmieściem Bochotnickim według jednych starych dokumentów, bądź Gdańskim według trochę młodszych.

Górną Puławską poznałem pierwszą. Późną wiosną 1946 roku moi Rodzice szukali w całym Kazimierzu jakiejś posiadłości do kupienia. Jedno z miejsc, które chcieli obejrzeć leżało właśnie na ulicy Puławskiej. Była to rozległa parcela z ruinami. Teren graniczył od dołu z naszym domem przy Zamkowej, co było jednym z walorów posiadłości. Widocznie minusów było więcej niż zalet, bo do zakupu nie doszło. W powrotnej drodze z wizji zaszliśmy do Pałków, którzy mieszkali w sporym domu przy zdewastowanym przez wojnę hotelu. Było chyba niedzielne popołudnie. Na wyłożonym płytami cementowymi tarasie zebrała się cała rodzina: Pani Pałkowa i jej matka, wuj Antoni brat nieżyjącego męża, trzy córki i syn, który przedstawiony został jako zdolny rysownik uwieczniający kredą na betonie całą rodzinę. Przy prezentacji podkreślano ze śmiechem, że wujek przedstawiony został na wizerunku z bujną czupryną, podczas gdy w rzeczywistości był łysy. Zobaczyłem wtedy po raz pierwszy, że na cemencie można rysować na czerwono przy pomocy kawałków cegły. Tą czerwienią bardzo mi wtedy Tadeusz  zaimponował.

I tak zaczęły się trwające przez przyszłe lata zażyłość i koleżeństwo, gdyż chodziliśmy do jednej klasy. Znajomość ta przetrwała różne zakręty życiowe, w które nie zawsze rozważnie wjeżdżaliśmy napędzani kaprysami naszych charakterów. Były okresy, że prawie mieszkałem na Puławskiej, aż pani Pałkowa żartowała, że moi rodzice powinni zainstalować windę dla dostarczania mi posiłków.

Dzisiaj, we wspomnieniach, ulica ta jest miejscem, w którym postacie jej mieszkańców i przybyszy wygłaszają swoje kwestie, odgrywają krótkie scenki. Są jak figurki w zegarze czy szopce, ruszają gdy o nich pomyślę, animowani moją pamięcią i wiedzą. Prócz ludzi przewijają się i zwierzęta. I tak pierwsza jest rezydująca u Pałków Mruczka-Teofilka. Tak nazywano przez kilka dziesięcioleci wszystkie kolejne kotki, wyparte w końcu przez psa Makabrysława, który naprawdę nazywał się z włoska Makabryni i który bardzo nie lubił mieszkającego w drugim końcu ulicy psa nazywanego Koszmaryni. Obydwa te psy przezwano tak ze względu na dosyć nikczemny wygląd, skłonności do podstępnego atakowania łydek i nadzwyczajną jazgotliwość.
1 2 3
Zobacz zdjęcia
Ulica Puławska (górna) Rys. Jerzy Gnatowski

Hotel przy Puławskiej

Ojciec Tadeusza, Lucjan Pałka w latach 20.

Rys. Jerzy Gnatowski, Ulica Puławska (dolna)




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe