kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Wtorek 17 października 2017
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste

  Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste

WSPOMNIENIA

Anna Starska z d. Lichtson

NIEZAPOMNIANE LATA TRZYDZIESTE

Będąc córką Stanisława Lichtsona, właściciela apteki w Kazimierzu, lata 30. spędziłam w tym uroczym miasteczku. Popularność zawdzięcza ono, moim zdaniem, przede wszystkim profesorowi Tadeuszowi Pruszkowskiemu, rektorowi Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, który organizował tu plenery, co było okazją do przyjazdu do Kazimierza wielu niezwykłych i utalentowanych ludzi. Dzięki moim Rodzicom miałam okazję z nimi się zetknąć. Wspomnienia z tego okresu wzruszają mnie bardzo i dodają sił w trudnych chwilach życia. Tak los zrządził, że musiałam opuścić Polskę w 1968 roku, w związku z panującą tam atmosferą i wylądowałam w Szwecji, w obcym mi państwie, odmiennym niż to, w którym spędziłam dobry okres mojego życia. Toteż wielką radość sprawiło mi obejrzenie filmu w telewizji na kanale Polonia z życia Marii Kuncewiczowej. Wspomnieniami o pisarce wzruszyłam się do łez – byłam znowu w Kazimierzu. Podziwiałam Jej trafne wypowiedzi, bogactwo Jej słów, piękny literacki język i sposób zachowania się. Przypominałam sobie twarze osób tam spotkanych i spędzony z nimi czas. Czy można zapomnieć o wędrówkach po uliczkach Kazimierzu z premierem Ignacym Daszyńskim, który odwiedzał swoją sympatię zamieszkałą na Dołach, który lubił przychodzić do apteki, brał mnie pod rękę i razem spacerowaliśmy po tym zaczarowanym miasteczku. Lubił wieczory piątkowe, kiedy mrok zapadał, a na firmamencie nieba pokazywały się gwiazdy, zwiastujące nadchodzące święto szabas u Żydów. Koło rynku mieszkała ludność przeważnie żydowska, byli to drobni handlarze, rzemieślnicy, ludzie biedni, ale bardzo pobożni.

W te wieczory piątkowe miasteczko pustoszało, widać było ludzi spieszących się do bóżnicy w długich chałatach i czarnych kapeluszach. A w oknach domów, w których mieszkali, mrugały świece postawione na stołach, przykrytych białą serwetą. Gospodyni w peruce, uwijała się, szykując wieczerzę, a ubrane odświętnie dzieci niecierpliwie czekały na niecodzienną strawę, w powietrzu unosił się zapach faszerowanej ryby i świeżo pieczonej chały.

Tak wyglądał Kazimierz w piątkowy wieczór. Ale zupełnie inaczej było w niedzielę. Przed południem do miasteczka zjeżdżali okoliczni chłopi, ubrani w narodowe stroje, dążąc do kościoła, aby pomodlić się i podziękować Bogu za wczoraj i prosić o dobre jutro. Po nabożeństwie rynek zapełniał się ludźmi wychodzącymi z kościoła, kobiety spieszyły do do-mów, by szykować niedzielną strawę, a mężczyźni zostawali na rynku, tworząc grupki, dyskutując między sobą. Były to spotkania towarzyskie, kończące się często w pobliskiej knajpie przy kieliszku gorzałki. Czy można zapomnieć opowiadania Prusza przy kominku, który z wyjątkowym talentem przekazywał wspomnienia ze swego bogatego życia. Profesor był nie tylko mistrzem pędzla ale też i życia. Po wybuchu wojny w 1939 roku Prusz wraz z rodziną, tzn. żoną Zuzią, Jadzią bratanicą i kuzynką, bawiącą akurat u nich – pisarką Ireną Szczepańską, mieszkającą w Krakowie schronili się w nas w piwnicy przed bombardowaniem niemieckim. Uważał, iż jego dom jest zbyt eksponowany i dlatego pobyt w nim jest niebezpieczny. W czwartym dniu wojny wpadł do apteki zadyszany Jerzy Kuncewicz, objął mojego Ojca i zażądał, aby natychmiast opuścił Kazimierz. Rząd również ewakuował się z Warszawy. My wyjechaliśmy z Kazimierza citroenem, autem, które Prusz ofiarował mojemu bratu – z okazji otrzymania dyplomu. Jak zmieściliśmy się w tym aucie, trudno zrozumieć.

1 2 3
Zobacz zdjęcia
Maria Lichtsop z d. Lerner. Matka

Stanisław Lichtson. Ojciec

Budynek apteki w budowie. Lata 20




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe