kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Wtorek 17 października 2017
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Tamte czasy

  Wspomnienia - Tamte czasy
WSPOMNIENIA

Irena Siła – Nowicka

TAMTE CZASY

Kiedy wracam pamięcią wstecz do tamtych, odległych czasów po roku 1945 i do następnych lat najgorszego stalinowskiego terroru w naszym polskim wydaniu, do czasów aresztowań, procesów sądowych, fikcyjnych zarzutów, skazywania na śmierć i długoletnie uwięzienie, na ten czas zagrożenia ze wszystkich stron, dla tych, którzy nie godzili się na sowiecką dominację i wraz ze swoimi bliskimi ponosili konsekwencję tej niezgody – to dziś na ten okres naszego życia w Wylągach patrzę z zupełnie innej jeszcze perspektywy.
Rok 1946, 1947 i lata późniejsze. Czasy Bieruta. Zdziesiątkowani żołnierze AK. WiN i innych organizacji niepodległościowych w więzieniach. Żony i matki długimi miesiącami nie wiedzące niczego o swoich najbliższych, niepewne tego, czy w ogóle jeszcze żyją... A przed nimi długa „noc” stalinowskich czasów.

Mieszkamy w Wylągach, w rodzinnym domu mojego męża wraz z małymi dziewczynkami i moją matką, która bezpowrotnie utraciła swój dom w Beresteczku. Matka mojego męża jest nauczycielką – najpierw w Warszawie, potem w Kielcach. Obydwaj nasi ojcowie już nie żyją. Władek, mój mąż, pojawia się w domu tylko czasem, najczęściej nocą i nocą także wychodzi. Dla ludzi związanych z partyzantką i walką nie ma ani bezpiecznych miejsc ani bezpiecznych godzin. Żyją w stałym zagrożeniu aresztowaniem – bądź śmiercią. Aresztowanie mego męża wraz z grupą pragnących przedostać się na zachód żołnierzy WiN nastąpiło jesienią 1947 roku. Dowiedziałam się o tym dopiero późną jesienią roku 1948...

Dom wylągowski, po czasie wojny i okupacji pełen stałych mieszkańców i wojennych przybyszów, był domem kobiet i dzieci. Mężczyzn zabrała wojenna i powojenna zawierucha.
Już po zakończeniu wojny ukończyłam w Warszawie kurs tkactwa. W zajmowanym przez nas pokoju ustawiony został ciężki, toporny warsztat tkacki – nie pamiętam już, jak i gdzie zdobyty. Po jakimś czasie, dzięki pomocy przyjaciół, ten warsztat zamieniony został na inny – mniejszy, lżejszy, wykonany – jak pamiętam na ul. Myśliwieckiej w Szkole Rzemiosł Artystycznych. Prymitywnie wystrugane czółenka i cewki, zrobione z wydmuchanego bzu zastąpiły inne – gładkie i wygodne, ale praca pozostała ta sama.

Kiedy o moim warsztacie dowiedziały się kobiety z Wyląg, Skowieszynka i okolicznych wsi, zaczęły przynosić mi „robotę”. Tkałam samodziały na marynarki, płaszcze, jesionki, robiłam kolorowe szaliki i chustki z wełny farbowanej w domu. Tkałam całymi dniami, a wieczorami haftowałam. Takie właśnie zlecenia przywiozłam z Warszawy, z wyjazdów na widzenia z moim mężem skazanym na karę śmierci a potem na dożywotnie więzienie i odbywającym tę karę najpierw w Rawiczu, a potem we Wronkach. Na widzenia, które trwały wtedy 10 minut jechało się pociągiem kilkanaście godzin, w straszliwym zazwyczaj ścisku. Najbardziej jednak denerwujące było czekanie na przepustkę pod bramą. Właśnie wtedy okazywało się często po paru godzinach stania na dworze, niezależnie od pogody i pory roku – że więzień nie zasłużył na widzenie...W owym czasie, po wojnie, wieś była – i musiała być – niemal samowystarczalna. Tak zresztą było i wcześniej, w straszliwych latach okupacji. W sklepach brak było wszystkiego, ciężko było o pieniądze.

Na Skowieszynku był jeden sklep, nazywany wtedy spółdzielnią jako że była to placówka „Samopomocy Chłopskiej”, do którego dwa razy w tygodniu sklepowa – bo tak nazywano
1 2 3 4
Zobacz zdjęcia
Autorka wspomnień, Irena Siła-Nowicka. Wylągi, sierpień 2004

Agnieszka Ewa Dąbrowska i Maria Nowicka-Maruszczyk w salonie dworu w Wylągach




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe