kazimierz dolny
imieniny: Teodora i Emanuela
Niedziela 26 marca 2017
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik

  Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
KAZIMIERZACY

DZIEJE ŻYCIA FLORENTYNY WALENCIK

KAZIMIERSKIEJ AKUSZERKI SPISANE PRZEZ JEJ WNUCZKĘ

Powoli odchodzą już pokolenia, które ją pamiętały. Przez dziesiątki lat znali ją niemal wszyscy w Kazimierzu i okolicy. Przyjęła około 10 000 porodów przez ponad 40 lat pracy. Przy jej pomocy przyszły na świat dzieci polskie i żydowskie.

Kazimierzanką stała się z wyboru. Urodzona w wielodzietnej rodzinie Niedbalskich w Kielcach w 1895r. uczyła się prywat-nie (czasy zaborów). W wolnej Polsce ukończyła znaną warszawską szkołę położnych przy ul. Karowej z oceną bardzo dobrą, z odznaczeniem. Niestety jak na prawdziwą emancypantkę przystało (praca zawodowa kobiet była wtedy mało popularna) panna Flora Niedbalska nauczyła się palić papierosy (na dyżurach nocnych). Do końca życia paliła 1 paczkę dziennie, obowiązkowo z fifką. Tym „przyjemnościom” towarzyszył często duży kubek mocnej kawy.

Los zdecydował, że przyjechała do Puław – do pracy, a tu skierowano ją do Kazimierza, gdzie brakowało położnej (jak wówczas mówiono akuszerki). Był to rok 1921. Jak sama pisała „musiałam zacząć pracę od zwalczania tzw. babek, ale stopniowo było coraz lepiej”. W Kazimierzu wkrótce poznała przyszłego męża – Ludwika Walencika i zamieszkała przy ul. Lubelskiej, a nad gankiem domu zawiesiła tabliczkę „Akuszerka F. Walencikowa”. Tabliczka zachowała się do dziś w domowych pamiątkach. Moja babcia była prawdziwą pracoholiczką. Musiała być gotowa na każde wezwanie, a dzieci rodziło się bardzo dużo. Współpracujący z nią lekarze podziwiali jej profesjonalizm. W dzień czy w środku nocy szła, jechała do pacjentek.

Nieregularny tryb życia przyczynił się do oryginalnego prowadzenia własnego domu. Pani Florentyna spała przecież o różnych porach doby.

W czasach Polski międzywojennej mieszkając wśród Żydów posługiwała się językiem ydisz. To od niej usłyszałam wiele, często zabawnych historii z życia tej społeczności. W rodzinach żydowskich rodziło się dużo dzieci, ale największą radość objawiano przy narodzinach syna. Mawiali wówczas: „aj pani Walencikowa, ale śliczna chłopaka”.

Po drugiej wojnie światowej stanęła na czele izby porodowej w Kazimierzu. W nowej rzeczywistości wszystko tworzyło się od zera. Trzeba było walczyć o strzykawkę, o fartuch i z nową falą tzw. „babek”. Nic jej nie zniechęciło. Twardą ręką (miała silną osobowość) prowadziła ukochaną porodówkę aż do przejścia na rentę w latach 60-tych.

W izbie porodowej przy ul. Lubelskiej znalazły się miejsca pracy dla wielu kobiet: położnych, salowych, kucharki, praczki. Położnice mogły liczyć na dobre posiłki (kuchnia pani Leontyny Jakubowskiej). O czystą pościel dbała pani Stefa Siedliska. Obecnych czasów doczekały nieliczne: salowa pani Maria Błaszczyńska (teraz Klinkiewicz), położna pani Bogusia Załuska.

W pierwszych latach powojennych rodziło tak dużo kobiet, że w małej izbie porodowej brakowało miejsc. Wówczas kobiety czekały na rozwiązanie w naszym domu przy ul. Lubelskiej 19. Sama pamiętam jeden taki poród – na świat przyszła dziewczynka Ewa.
1 2
Zobacz zdjęcia
Florentyna Wlaencikowa z mężem i synami na ganku swojego domu przy ul. Lubelskiej

Florentyna Walencikowa przy pracy w kazimierskiej izbie porodowej

Załoga kazimierskiej izby porodowej podczas pochodu pierwszomajowego, pocz. lat 50.




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe