kazimierz dolny
imieniny: Joanny i Zuzanny
Środa 24 maja 2017
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...

  Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
KAZIMIERZACY

Elżbieta Dudzińska

MOJA HISTORIA ZACZĘŁA SIĘ W KAZIMIERZU...

Czasami zastanawiam się co sprawia, że tak bardzo kocham Kazimierz Dolny. Zapewne mają na to wpływ unikalne krajobrazy i architektura, tworzące niepowtarzalny wręcz klimat i stanowiące swoista magię tego miejsca, ale jest tez coś innego, co łączy moją duszę i serce z tym miasteczkiem, to moja historia rodzinna, którą przekazały mi ustnie, latem 1983 roku moje ciocie – babcie Eugenia Łuczyńska (Gienda) i Teresa Głodkowska (Renusia). Ważną postacią wspomnień był mój prapradziadek – sekretarz gminy Kazimierz Dolny – Kacper Łuczyński. Jego grób znajduje się na starym cmentarzu w Kazimierzu.

Jak głosi wieść familijna, Kacper Łuczyński urodził się w 1852 roku w woj. kaliskim w rodzinie ziemiańskiej, jako dziecko nie sprawiał swoim rodzicom kłopotów, odebrał stosowne wykształcenie, a jako dorosły mężczyzna zakochał się w pannie niższego stanu, Eugenii z Jankowskich ur. 1861 roku w Rakołupach k. Chełma i 24 lutego 1878 roku poślubił wybrankę swego serca mimo braku akceptacji ze strony swojej rodziny, która ten ożenek uznała za mezalians i skandal. Kacper nie zastanawiał się długo, tak bardzo kochał swoją żonę, że opuścił rodzinny dom i wraz z małżonką postanowił szukać szczęścia w innym otoczeniu. Ponieważ był wykształconym człowiekiem, jak na ówczesne czasy, bez trudu znalazł posadę sekretarza gminy Kazimierz Dolny.

Małżonkom urodziło się 13-cioro dzieci, z których pięcioro zmarło we wczesnym dzieciństwie, w wyniku różnych chorób wobec których ówczesna medycyna była bezradna. Praprababka Eugenia miała pełne ręce pracy z tak liczną czeredą, ale nie narzekała, była miłą, cierpliwą i pogodną osobą. Chociaż codziennych kłopotów nie brakowało, ich życie toczyło się spokojnie, w domu panował porządek, było wesoło i gwarno. Najtragiczniejszy moment dla rodziny, nie licząc śmierci dzieci, wydarzył się na początku marca 1897 roku, wówczas zimową nocą wybuchł pożar w miasteczku. Kacper zerwał się ze snu, aby ratować poszkodowanych. Ubrany w nocny strój zdążył tylko założyć buty, zaś żona w ostatniej chwili zarzuciła mu na plecy kożuszany bezrękawnik. Z gołą głowa wybiegł z domu i ruszył na pomoc ludziom. Akcja ratownicza trwała całą noc, ostatnią osobą, którą Kacper wyratował była staruszka, sparaliżowana Żydówka, wyniósł ja z płonącego domu na rękach, a potem zmęczony i ogorzały wrócił do domu, niczego w tym momencie tak nie pragnął jak odpocząć. Bolało go wszystko, położył się do łóżka, chorował dwa tygodnie, nikt nie wiedział, co naprawdę się stało, czy wdało się zapalenie płuc, czy może był to zawał serca albo udar, w każdym razie ku rozpaczy żony i dzieci Kacper dokonał żywota w wieku 44 lat. Wdowa z dziećmi została sama, bez pracy, bez jakiegokolwiek zabezpieczenia, pogrążona w smutku. Jednak życzliwi ludzie nie zapomnieli o niej, nie zapomnieli też jak wspaniałym i dzielnym człowiekiem był Kacper. W którymś z budynków na Rynku w Kazimierzu Dolnym Eugenia założyła sklep wódczany i w ten sposób zarabiała na utrzymanie swoje i dzieci. Nie miała już czasu zajmować się domem, jak to było wcześniej, jej obowiązki przejęła zatem najstarsza z córek Mania. Trosk i trudów nie brakowało. Rok po śmierci Kacpra, gorącego lata, jego kilkuletni synek Staś – ulubieniec całej rodziny wraz z innymi dziećmi bawił się, biegając i szczebiocąc na podwórku. Staś był ślicznym chłopczykiem, miał błękitne oczka i blond włoski, tego dnia nie pozwalał siostrze założyć na główkę słomkowego kapelusika, który zwykle nosił, nakrycie głowy uwiązane na tasiemce bez przerwy zsuwało mu się na plecki. „Stasiu chodź, założymy kapelusik” – upominała Mania i zakładała dziecku nakrycie głowy,
1 2
Zobacz zdjęcia





Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe