kazimierz dolny
imieniny: Heleny i Bronisławy
Piątek 18 sierpnia 2017
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego

  Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
WSPOMNIENIA

Uta Henryka Gnatowska

PENSJONAT WŁADYSŁAWA DOBROWOLSKIEGO

Czas

Czas jest wartością bezwzględną. Dotyczy wszystkich i wszystkiego, poza jedynym miejscem na świecie – Kazimierzem nad Wisłą. Tak do niedawna myślałam...

Gdy pierwszy raz w życiu, z pokładu stateczku Puławy – Kazimierz zobaczyłam wyłaniający się zza zakrętu widok – miałam 10 lat. Jeszcze wtedy nie czułam pierwszej dawki narkotyku. I nie przeczuwałam, że obraz ten będzie moim jedynym, stałym punktem odniesienia w życiu.
I że się uzależniam.

Zmieniałam mieszkania, domy, miejscowości, środowiska, przyjaciół – tylko Kazimierz tkwił we mnie niezmienny. Gdy w euforii, z dreszczem na skórze, dopadłam pierwszych domów i widoków – z wielką ulgą stwierdzałam, że wszystko jest na swoim miejscu, a z podejrzanie niezdrowym zainteresowaniem oglądałam wszystko, co nowe. Ponieważ dawkowałam sobie Kazimierz w porcjach umiarkowanych, brak pewnych ludzi na swych stałych miejscach mógł być przypadkowy, a upływ czasu niezauważalny.
Tak do niedawna...

Nagle i boleśnie dotknął mnie czas. Śmierć Lufki, Jasia, Majki, Andrzeja i wielu innych z pejzażu najbliższego otrząsnęła mnie z euforycznego nastroju, a obrazy z przeszłości zaczęły stawać się tak samo ważne jak te z chwili obecnej.

Dom

Na samym szczycie głębokiej drogi idącej ku baszcie, na rozstaju dróg, na początku zadomowionego płaskowyżu zwanego Górami, stoi drewniany dom. Wysokie, stare drzewa skrywają jego ogromną pojemność tak w przestrzeni jak i w czasie.

Stoję przed nim z obecnym właścicielem, p. Stefanem Kurzawińskim, podziwiam piękno profesjonalnie odremontowanego budynku, ale widzę ten stary, wykrzywiony, upstrzony kolorowo suszącymi się ręcznikami. Biba macha do mnie ręką z balkonu na piętrze, Janusz Jaremowicz elegancko snuje się między drzewami, a Marcin Czerwiński siedzi na drewnianym leżaku cały zanurzony w jakichś papierach. Przy furtce stoi właściciel p. Władysław Dobrowolski i machając rękami przed znanym lubelskim adwokatem trochę za głośno mówi: „Nie ma miejsc, nie ma miejsc! U mnie tylko sami profesorowie mieszkają!”

Rzeczywiście, ten dom nawiedzany był przez elitę intelektualną Warszawy. Dziennikarze, literaci, redaktorzy, pracownicy naukowi różnego szczebla, emerytowani ambasadorzy, artyści... do nich wpadali przyjaciele...

To byli ludzie, którzy tworzyli ówczesną rzeczywistość, niektórzy z nich tworzyli wtedy fundamenty tej obecnej...To temat na książkę, którą powinien podyktować Janusz
1 2 3
Zobacz zdjęcia
Plaża w Kazimierzu, lata 60.

Plaża w Kazimierzu, lata 60.

Rynek w Kazimierzu, lata 60. Widokówka ze zbioru Zbigniewa Lemiecha




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe