kazimierz dolny
imieniny: Wandy i Zenona
Piątek 23 czerwca 2017
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Sylwetki - Edward Kalinowski

  Sylwetki - Edward Kalinowski
SYLWETKI

Bartłomiej Michałowski

EDWARD KALINOWSKI  „SIWY” – 7.IX. 1933 – 8.IX.2002

... Jeżeli kiedyś usłyszycie, że mieszkam w Kazimierzu, to znaczy, że jestem szczęśliwym człowiekiem”

Te słowa wypowiedział Edward Kalinowski pod koniec lat pięć-dziesiątych, kiedy po raz pierwszy odwiedził Kazimierz Dolny. Urodził się w Wandalinie, siedem kilometrów od Opola Lubelskiego. Nie miał sentymentu do pracy na roli, imał się różnych zajęć. Pracował w FSC w Lublinie, w kopalni „Staszic” w Kato-wicach. Na stałe osiadł w Kazimierzu w 1975 roku. Jego pasją stała się rzeźba, a ulubionym materiałem drzewo. Wykonywał niezliczone ilości kapliczek, świątków, krzyży i Chrystusów, czym  jak twierdził  torował sobie drogę do Pana Boga i nieba.

Rzeźby uczył się sam, zawsze można go było spotkać, że swoimi wyrobami na targach sztuki ludowej w czasie festiwalu kapel i śpiewaków ludowych w Kazimierzu, oraz na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku. Jednakże centralnym miejscem jego życia w Kazimierzu stał się rynek, a ściślej podcienia – „wnęka” kamienicy przy postoju taksówek. Wcześniej przez jakiś czas stał z rzeźbami pod SARP-em. Około 25 lat temu, kiedy Janek Łazorek opuścił „wnękę” i założył swoją galerie na zamku w Kazimierzu, w jego miejsce wprowadził się Edzio. Był to zwrotny punkt w jego życiu, ale i dla świata artystycznego związanego z miasteczkiem. We „wnęce” powstała największa i chyba jedyna galeria „pod chmurką” ówczesnego Kazimierza. Edek nazwał ją „galeria galanteria” – od szyldu ówczesnego sklepu, pod którym wisiały obrazy. Przez ręce Edzia przeszło liczne grono malarzy, wielu stawiało tu początki, można m.in., wymienić Daniela de Tramecourta (pseudonim Daniel lub Łoś), Małgorzatę Piłat, Jarka Wojtkowiaka, Przemka Bytomskiego, Krzysztofa Michalskiego, Sławka Stelmacha Cortazara, Waldemara Diabła Wojczakowskiego, Wojtka Lufke Kosowskiego, Jurka Krzysztoporskiego, Wojtka Hubickiego, Janusza Janello Knorowskiego, Krzysztofa Krzyra Raczyńskiego, Cezarego Garbowicza, Błachowicza, Czubińskiego. „Wnęka” stała się nie tylko „prężną galerią”, ale miejscem spotkań towarzyskich, biesiad, imienin, urodzin, kameralnych koncertów. Jak w soczewce skupiało się tu wszystko, co najważniejsze w Kazimierzu. Osobą wszystko scalającą był właśnie Edward Kalinowski, człowiek o bardzo ciepłym i pogodnym usposobieniu, znawca setek kawałów i anegdot kazimierskich, szczególnie jak nikt inny potrafił naśladować mimikę i mowę Diabła Wojczakowskiego, a o nim samym znał prawie wszystkie „diabelskie” opowieści. Kochał Kazimierz. Bardzo interesował się jego historią i opowiadał o niej napotkanym turystom. Najlepszych swoich klientów rozpoznawał po butach.

Jego pasją było również wędkarstwo. Po męczących weekendach lubił wziąć namiot i wędkę i udawał się na dwa, trzy dni nad Wisłę. Kiedyś wyszedł na ryby z samego rana, miał wrócić około południa, lecz długo nie wracał. Nad Wisłą dał się zauważyć tłumek ludzi, również fotoreporterów. A między nimi był dumny Edzio – z przewieszonym przez ramię ogromnym okazem suma .Były to czasy – jak mawiał Edzio – biedne, ale wesołe, kiedy w „Esterce” podawano ciepłą wódkę i zimna zupę. Do „Esterki” (była jeszcze czynna) chodził od tyłu, z plecakiem, do pani Teresy, po łódzkie piwo, bo – co teraz nie do uwierzenia – nie można go było prawie wcale dostać. Dla „Esterki” Edzio wykonał drewniany szyld, który ostatnio, po rozpoczęciu niedokończonego remontu budynku gdzieś zniknął.
Kochał podróże. Zawsze po festiwalu gdzieś wyjeżdżał z żoną Beatą. Kiedyś wybrali się przez Alpy do Jugosławii motorem Jawa 350. Po drodze Edzio sprzedawał rzeźby, za co uzyskiwali środki na dalszą podróż. Jawa spisywała się fenomenalnie, do momentu kiedy w drodze powrotnej wjechała do swojej ojczyzny – czyli Czechosłowacji – gdzie padła. Naprawa kosztowała kilka butelek jugosłowiańskiej śliwowicy.

Galeria „wnęka” działała do ok. 1993 roku. Niestety, zdrowie nie pozwalało mu na dalszą, intensywną działalność galeryjną. Niemniej, swoje rzeźby nadal wystawiał i sprzedawał w jatkach na małym rynku. Do Gdańska ostatni raz na te same schody, na których wystawiał podczas Jarmarku rzeźby, pojechał w 1999 roku. Coraz rzadziej pojawiał się na Rynku. Jego życzeniem było, aby był pochowany na cmentarzu w Kazimierzu, w grobie usytuowanym z widokiem na Wisłę. Tak też się stało. Leży obok Jana Łazorka i Wojtka Kosowskiego. Pamiętamy go wciąż, a jeśli chcemy zobaczyć, otwieramy album Edwarda Hartwiga „Mój Kazimierz” na stronie 84.

7 września skończyłby 71 lat.

Zobacz zdjęcia
Galeria "Wnęka"




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe