kazimierz dolny
imieniny: Wiktora i Małgorzaty
Wtorek 17 października 2017
Brulion on-line NR5
Listy do "brulionu" - Drużyna WOPR w Kazimierzu Dolnym
Listy do "brulionu" - Batalion "Parasol"
Listy do "brulionu" - Wspomnienia czy oszczerstwa?
Widokówki - Kazimierz na dawnych widokówkach
Widokówki - O pocztówkach i kazimierskiej architekturze
Wspomnienia - Niezapomniane lata trzydzieste
Wspomnienia - Aptekarze
Rocznica - 20. rocznica śmierci Jerzego Kuncewicza
Sylwetki - Mój stryj Bolesław
Sylwetki - Bolesław Kurzawiński 1898 - 1987
Wspomnienia - Tamte czasy
Szkoła - Opowieść o prawdziwym człowieku
Dom w Kazimierzu - Dom Michalskiego
Kazimierzacy - Dzieje życia Florentyny Walencik
Kazimierzacy - Moja historia zaczęła się w Kazimierzu...
Wisła - Krajobraz akustyczny doliny Wisły czyli pies jako element pejzażu
Wspomnienia - Pensjonat Władysława Dobrowolskiego
Sylwetki - Edward Kalinowski
Wspomnienia - Niedokończony pamiętnik
Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR5 -> Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli

  Listy spod studni - Hałaśliwi, męczący, źli
LISTY SPOD STUDNI

Aleksander Błoński

HAŁAŚLIWI, MĘCZĄCY, ŹLI

Myślę, że każdy fotograf poszukuje harmonii. Malarz pewnie też, ale fotografia jest mi bliższa. Andre Kertesz mówił: „Aparat fotograficzny to moje narzędzie, dzięki niemu nadaję sens wszystkiemu, co mnie otacza.” To narzędzie, aparat fotograficzny wyposażony w wizjer, powoduje, że trzeba komponować. Komponować obraz, czyli starać się zrobić go czytelnym dla odbiorcy, w sferze intencji fotografa i za pomocą właściwej formy.

Fotografuję Kazimierz bez ludzi. Współczesny człowiek żyje w chaosie i sam go powiększa. Ale wyzbycie się ze zdjęcia ludzi jeszcze nie gwarantuje sukcesu. Bo oto niebo przecinają jakieś przewody, ustawione co parę metrów śmietniki stwarzają niechciany rytm, tablice reklamowe szpecą niezły fragment architektury.

Uciekam od tego w fotografię wystudiowaną, dziejącą się w Kazimierzu, ale na jego obrzeżach. To jest jak z Wyspą Św. Ludwika, gdzie za zamkniętymi bramami są niezwykłej piękności ogrody, znane nielicznym.

Fotografuję o świcie, albo w poniedziałek, kiedy miasteczko oddycha. Kiedy znikną rozstawione bez umiaru stelaże z obrazami, a niektóre to rzeczywiście są obrazy, bo obrażają dobry gust, smak i poczucie przyzwoitości. Ale w sztuce prawo do działania przyznajemy wszystkim.

Ten plastyczny niepokój w przestrzeni wzmaga się przy okazji Lata Filmowego, czy jak go tam zwał. To jest chyba najgorszy festiwal w kraju. Obliczony na przypadkowego widza, robiony przez paru kolesi z klasy, a nazwiska powtarzają się w biurze Festiwalu i w gazetce Bulwar, w której teksty są gorsze od szkolnych wypracowań. W dodatku są to ludzie, którym nazwy Szkoła Filmowa, Wydział Operatorski czy magazyn Pozytyw – nic nie mówią.

W okolicy namiotu projekcyjnego trwa jakieś skrzyżowanie odpustu z jarmarkiem – kramy, budy, grille, stosy badziewia na straganach. Natrętne banery TVP równie natarczywie przypominają, że tonący baneru się chwyta.

Przy okazji powstają tony śmieci. Kiedy odwiedzałem Urząd Miasta, by zasygnalizować torby śmieci po dzikim campingu przy Krakowskiej, usłyszałem, że trzeba ustalić właściciela działki, skierować sprawę do sądu grodzkiego i co tam jeszcze. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby uprzątnąć śmiecie, a później dochodzić kosztów.

Ale to jest ogólnopolski bezwład wszystkich urzędów. Nie mogę pojąć natomiast, że przy płotach domów leżą foliowe torebki, pudełka po papierosach, puszki po napojach. Mieszkańcy przechodzą koło tego kilkanaście razy dziennie i nic. Proponuję, ażeby w umowie Miasta z organizatorami Festiwalu była klauzula, że po zakończeniu pozostaje grupa ludzi i sprząta Kazimierz. Ten chlew powstał z ich powodu. W FILMIE czytam, że w 2003 roku w Kazimierzu w czasie Festiwalu było 75.000 ludzi. LUDZIE! Opamiętajcie się! Ten bezsensowny apel kieruję do władz Kazimierza i organizatorów. Podobno w 2004 roku impreza ma trwać /trwa mać/ 15 dni. Pobite zostaną Cannes i Wenecja. Ale tylko długością.

Oczywiście Festiwal może trwać i miesiąc, bo jak się już rozpocznie, to siłą bezwładu toczą się projekcje, zamiast 200 filmów można puścić 500, w tym tak z pięć wartościowych. Tylko że już nikt nie da rady śmieciom, hałasowi, totalnej upierdliwości, różnym nachałom domagającym się paru groszy, a beznadziejny balon sieci komórkowej niech już bez przerwy wisi nad Rynkiem jak gigantyczna dupa. /Po Gombrowiczu już chyba mogę?/

Nieodżałowany Jeanloup Sieff powiedział: „Są w sytuacjach fotograficznych idealne harmonie, które występują w życiu jedynie w ułamku sekundy i widziane pod pewnym kątem.
Są to harmonie marzeń, harmonie nieprawdy, które mimo to istnieją, ponieważ odnajduje się je na zdjęciu.”

Chciałbym, ażeby ten cytat wisiał w wielu miejscach w Kazimierzu, żeby przypominał, że istnieją idealne harmonie, marzenia, i że to daje się rejestrować. I że do tego wcale nie potrzeba harmideru, przeciwnie – im ciszej, tym lepiej.Ale póki co myślę, że w biurze Festiwalu Filmowego 2004 będzie widniał napis: Nie narzekajcie na nasz Festiwal, i  wy  będziecie  kiedyś  słabi  i  bez  wyobraźni.

Od  redakcji:
Przez długi cykl wydawniczy Brulionu tekst prof. A. Błońskiego pozornie trochę się zdezaktualizował. Ale tylko trochę, jak widać po tegorocznym festiwalu, o którym nikt nie wiedział,  że  był  ostatnim.  Szkoda.
Zobacz zdjęcia



Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe