kazimierz dolny
imieniny: Joanny i Zuzanny
Środa 24 maja 2017
Brulion on-line NR1
Kazimierz Dolny w twórczości Jana Gotarda
Historia Polski w siedmiu odsłonach
Wspomnienie o Edmundzie Johnie
Szalom Asz "Domek nad Wisłą" - Fragment
Czy Kazimierz Dolny Leży nad Wisłą?
Nieznany list Stanisława Szukalskiego do Antoniego Michalaka
W 1933 roku na rynku w Kazimierzu
"Zamieszkać w Kazimierzu..."
Jan Łazorek 1938 - 2000
Kilka słów o Janie Łazorku - Jerzy Gnatowski
Wspomnienie o moim dziadku, ze wspomnień innych zebrane
Moja Rodzina
Nazywam się Kinart Natalia


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR1 -> Jan Łazorek 1938 - 2000

  Jan Łazorek 1938 - 2000
JAN ŁAZOREK 1938 - 2000
URODZONY W AKSAMINICACH KOŁO PRZEMYŚLA, ZMARŁ W WARSZAWIE,
POCHOWANY NA CMENTARZU W KAZIMIERZU DOLNYM

Moja miłość z Kazimierzem nad Wisłą jest bardzo młoda i taka zawsze pozostanie. Bo przecież on mnie przeżyje i oby przeżył jeszcze dziesiątki malarzy z coraz to nowych pokoleń.

Moja miłość z Kazimierzem nad Wisłą jest bardzo młoda i taka zawsze pozostanie. Bo przecież on mnie przeżyje i oby przeżył jeszcze dziesiątki malarzy z coraz to nowych pokoleń. Ba, że zakochałem się w Kazimierzu, to nic nadzwyczajnego, ale że on we mnie? A skąd wiem o tym? Otóż wiem z tego, jak się objawia w moich obrazach o nim. I dlatego właśnie napisałem: „Moja miłość z Kazimierzem”, a nie jest to miłość jednostronna, zaraz udowodnię.

Zaczęło się to wszystko w roku 1961, kiedy jeszcze jako student Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie przyjechałem w lecie do Kazimierza na dwa tygodnie, z moją przyszłą żoną (pierwszą). Ot, dłuższa wycieczka, bez żadnego specjalnego celu, ażeby być we dwoje gdzie indziej, niż w Warszawie. O Kazimierzu wiedziałem wtedy niewiele, tyle, że tam jeszcze przed wojną przyjeżdżali malarze. Byłem też pod wrażeniem wstrząsającej noweli Świętochowskiego „Chawa Rubin”.

Niestety, w Kazimierzu „Chawy Rubin” nie zobaczyłem już ani jednego Żyda z pejsami, jedynie stare, drewniane domy po nich. Lecz od razu to miasteczko z prawdziwym rynkiem o kocich łbach i ze studnią, z jedną renesansową kamienicą naprawdę piękną, z białymi kościołami na wzniesieniach i wzgórzach oczarowało mnie, jakbym znalazł się w jakimś nieznanym mi teatrze. Na domiar było gorąco, powietrze stało senne od rana do wieczora i wszystko jakby zatrzymało się w czasie. Ten sam nastrój, co na Rivierze francuskiej i włoskiej, bo i zamglona Wisła stwarzała złudzenie południowego morza. I tak samo nikomu nigdzie się nie spieszyło, wszystko było senne, gorące, urocze w tym spiętrzeniu zieleni i pięknej architektury renesansowej, razem ze wspaniałymi spichrzami, drewnianymi domami, chatami i zaniedbanymi kamienicami jakże cennymi w swoich wdzięcznych, przeszło trzystuletnich kształtach! (Któraż kobieta mogłaby im dorównać?). I tak zaczęła się moja miłość z Kazimierzem. Postanowiłem wrócić na drugi rok, malować.

Przyjechałem sam. Pracowałem w plenerze przez miesiąc, jak urzeczony. Ale już wtedy spostrzegłem, że przyjechałem za późno. Najbardziej intensywna zieleń, najbardziej niebieskie niebo, i najbardziej złote żywe słońce w Kazimierzu daje tylko wiosna. Potem, w czerwcu, już wszystko staje się jednakie, syte, nieżywe, zakurzone, aż do jesieni. Wiosna i jesień to w Kazimierzu pora dla malarza.
1 2 3

Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe