kazimierz dolny
imieniny: Grzegorza i Aleksandra
Poniedziałek 24 kwietnia 2017
Brulion on-line NR2
Wspomnień o Janie Gotardzie ciąg dalszy
Jak Kształtował się Kazimierski pejzaż
Kazimierz Marii Kuncewiczowej
Wszyscy tu byli znajomi
Na cmetarzu cmentarza w Kazimierzu Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.1)
Synagoga w Kazimierzu n/Wisłą - losy religii i narodów
Przyjaciel o malarstwie Andrzeja Kołodziejka
Stanisław Jan Łazorek i jego Kazimierz
Nasz Dom
A przecież żal... - Tadeusz Augustynek
Lapidarium mojej pamięci - Julia Rusiecka
Prawie sto lat tułaczki
Psy w Kazimierzu były zawsze...


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR2 -> Prawie sto lat tułaczki

  Prawie sto lat tułaczki
MONIKA DUDZIŃSKA

Był 4 lipca 1959r. .Od rana lało. Pogoda w niczym nie przypominała lata. Wieczorem w kościele farnym odbył się ślub Elżbiety z Liszewskich i Ryszarda Dudzińskiego. Rodzina Liszewskich, zasiedziała w Kazimierzu od wielu pokoleń, wydawała swoją córkę za przedstawiciela rodziny również znanej w Kazimierzu i po wielu latach spędzonych "gdzieś w świecie" powracającej wreszcie do rodzinnego miasta.

Ta młoda para (na fot.1) to moi rodzice. Rodzina mojej mamy istotnie nigdy nie wyruszała z Kazimierza. Natomiast dziadek mojego taty, Wincenty Dudziński, w 1929 roku sprzedał swój rodzinny majątek w Norowym Dole i wraz z żoną Wiktorią, synami: Aleksandrem, Stanisławem oraz Wacławem wyjechał do Klewania koło Równego. Zanim opowiem o losach moich dziadków na Wołyniu, muszę wspomnieć mojego prapradziadka Benedykta Dudzińskiego. Ów Benedykt brał udział w powstaniu styczniowym, za co został zesłany na Sybir. Nikt w mojej rodzinie nie pamięta ile lat tam spędził, pozostał jednak niemy świadek tamtych czasów – figurka Matki Boskiej. Statuetkę tę przywiózł ze sobą z Syberii i od tej pory wędrowała wraz z moją rodziną.

Kolejny z moich przodków: pradziadek Wincenty Dudziński – syn Benedykta urodzony w 1872 roku, lata swojej młodości spędził w wojsku carskim. Służył w marynarce w Sewastopolu, gdzie „doczekał” rewolucji październikowej. Zdążył odebrać żołd wypłacony w pięciorublówkach (było tego podobno ok. 2,5 kg) i zaczął przedzierać się do rodzinnego Kazimierza, do żony Wiktorii (z Godziszewskich) i syna Wacława. Pradziadkowie wiedli przez kilkanaście lat spokojny żywot. Przyszli na świat kolejni synowie: Aleksander i Stanisław, aż nastał rok 1918. Wincenty wraz z najstarszym synem Wacławem  (urodzonym w 1899r.) wstąpił do wojska. Obaj służyli u gen. Hallera: Wincenty w taborach, Wacław w artylerii. Wacław zawędrował pod Lwów i tam został ranny. Niestety, nie udało nam się zapamiętać w jakiej bitwie. Rana była jednak dość ciężka, bo dziadek już nie brał udziału w  walkach.

Za długie lata spędzone w wojsku dziadek Wincenty otrzymał pokaźną odprawę, na tyle dużą, że pozwoliła urządzić się całej rodzinie w Klewaniu. W latach 20-tych wielu mieszkańców Kazimierza wyjeżdżało do Klewania do pracy. Chaskiel Fajersztajn posiadał tam wytwórnię obręczy i zatrudniał chętnie kazimierzaków. Tak więc mój pradziadek Wincenty postanawia przenieść się do Klewania. Sprzedaje dom w Norowym Dole i działkę w Plebance, a kupuje w Klewaniu w 1925 r. działki leśne znajdujące się przy ul. Kolejowej. Przez następne lata wraz z synami karczuje te działki i rozpoczyna budowę domu. Równocześnie wszyscy pracują przy wyrobie obręczy. Dziadek Wacław cieszy się zaufaniem pracodawcy, Fajersztajn powierza dziadkowi pieniądze i towar. Często wysyła go do Kazimierza w interesach, a dziadek nie próżnuje. Poznaje w Kazimierzu piękną dziewczynę, Michalinę z Pielaków, która w 1930 roku zostaje jego żoną. Małżonkowie mieszkają w nowo wybudowanym domu w Klewaniu, a dom jest duży, nowoczesny. Przez środek domu przechodzi sień, po jednej stronie mieszkają młodzi, zajmując pokój i kuchnię, po drugiej dziadek Wincenty z żoną i synem Aleksandrem. W 1927 roku pradziadkowie przeżywają tragedię. W rzece Horyni topi się ich najmłodszy syn Stanisław.  Wstrząs nerwowy przeżywa starszy syn Aleksander, którego lekarze nie potrafią w pełni wyleczyć. Aleksander do końca swego życia pozostawał pod troskliwą opieką swego brata Wacława i jego rodziny. Bardzo kochał dzieci. Był niezastąpiony w pilnowaniu takich urwisów jak ja i mój brat Marek.
1 2
Zobacz zdjęcia
fot. 1

Żona pradziadka Wincentego, Wiktoria z Godziszewskich ze stryjecznym bratem męża, lata 20

Od lewejAleksander i Wacław Dudzińscy przy wyrobie obreczy, pocz. lat 70




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe