kazimierz dolny
imieniny: Grzegorza i Aleksandra
Poniedziałek 24 kwietnia 2017
Brulion on-line NR3
Malarska treść egzystencji
Góra wapienna (czyli Albrychtówka, vel Albrechtówka)
Fotografie Stanisława Terleckiego
"Wybudował dom wysoko"
Uczniowie cieśli nad grodarzem - czyli o architekturze w Kazimierzu
Malowane Canonem
Aleksander Błoński - Mój alfabet Kazimierza
Znalazłem się w miejscu niezwykłym
Jest takie miejsce w Kazimierzu
Dni wody i słońca
Na dawnej fotografii
Co Kopernik, rybak i wzorowy żołnierz mają wspólnego...z Kazimierzem Dolnym
Nieco informacji o żydach, bożnicach i cmentarzach żydowskich Kazimierza Dolnego (cz.2)
"Robiłem dobre zdjęcia" - Jerzy Szwartz (1911-2001)
Moja babcia Izabella Lenkiewiczowa
Dlaczego Kazimierz...?
Zapuszczanie korzeni


Kazimierz Dolny -> Brulion kazimierski on-line -> Brulion on-line NR3 -> Dni wody i słońca

  Dni wody i słońca
LUDMIŁA SZCZEPKOWSKA

Dawno, dawno temu, kiedy w Miasteczku nie było ani jednego telewizora, ani śladu komputera, a na miejscu wału przeciwpowodziowego rozlewały się małe bajorka pełne potworów. Już tylko najstarsi ludzie pamiętają ich nazwy: Euglena zielona, Rozwielitka, Calik i Hełbia modra. Na wiosnę woda była gęsta od żabiego skrzeku, toczków i różnego rodzaju larw. W tamtych odległych czasach rok trwał niecałe 10 miesięcy. Kończył się ok. 24 czerwca a zaczynał 1 września. Czas zawarty pomiędzy tymi datami rządził się innymi prawami i miał piękną nazwę — WAKACJE.

Nigdy nie pamiętam, aby 25 czerwca padało, lało lub było zimno. Budziło nas słońce i wewnętrzna pewność, że zdarzyło się coś niezwykłego i pięknego. Myśli jak roje komarów szumiały, zataczały kręgi i czasami delikatnie kąsały. Plaża! nie, nie — las, a właśnie, że nie — czereśnie i jagody. Posłuchaj — zdejmij buty i zobacz jak przyjemnie zimna jest ziemia w cieniu i jaka gorąca w słońcu. Słońce! Więc jednak plaża. Plaża w Miasteczku zależała od kaprysów Rzeki. Czasami przez kilka sezonów nie zmieniała lokalizacji, kiedy indziej cumował w miejscach trudno dostępnych. Pierwsze miejsce postoju plaży było u wylotu ulicy Nadwiślańskiej. Była to wyspa przecięta wartkim kanałem. Od stałego lądu oddzielał szeroki pas płytkiej wody nad którą przerzucono drewnianą kładkę — mostek. Wejście na niego wiązało się z opłatą, więc korzystało się z przejścia dolnego — przez wodę. Trzymając w jednej ręce buty, ręcznik i kanapki, drugą podtrzymując zakasaną do pasa spódnicę brodziliśmy w przyjemnie chłodnej wodzie. Czasami ktoś dorosły (nie wypadało mu korzystać z dolnego przejścia) fundował nam „plażę” w tym szczególnym przypadku dumnie wchodziliśmy na kładkę i głośno tupali obutymi stopami spod których piasek osypywał się na głowy tych na dole. Główną atrakcją tego miejsca była oczywiście woda. Chłopaki rozbierali się pierwsi. Wyłaniali się z krzaków przyodziani w granatowe „dynamówki”, oraz różne majtki, majtasy i majtadały; czasami dziurawe. Właściciel tych ostatnich stawał się adresatem niewybrednych dowcipów kolegów i chichotów dziewczyn. Nie trwało to zbyt długo bo nosiciel „poprzestrzelanych” gaci był duży i nieskory do żartów. Ktoś pierwszy wbiegał do niezbyt ciepłej po nocy Rzeki. Zatrzymywał się gdy woda sięgała mu do brzucha, stawał, ochlapywał nią piersi i plecy, zanurzał w niej palce i wykonując nimi zamaszysty znak krzyża rzucał się na wodę. Dziewczyny ciągle ubrane brodziły przy brzegu wypatrując muszelek, kamyczków lub „strzałek piorunowych”. Nagły okrzyk, „fale!” mobilizował opieszałych do zrzucenia przyodziewku. Wszyscy wbiegali do wody i wpatrzeni w przepływający bocznokołowiec lub holownik czekali na pierwszą falę, która rozkołysze wodę i nas, i przywoła myśli o dalekim i nieznanym morzu. Tymczasem na pokładzie przepływającego „Moniuszki” gromadka ludzi przyglądała się naszym harcom, podejrzewam, że z zazdrością.

Holownik „Wawel” też robił fale, ale mniejsze i krótkotrwałe. A w ogóle w tamtych cudownych czasach ruch na Rzece był bardzo intensywny. Pasażerskie statki „Moniuszko”, „Kościuszko” i „Wawel” miały regularne rejsy do Puław, lub w górę Wisły. Holowniki ciągnęły barki załadowane faszyną i kamieniem, a co roku pojawiała się pogłębiarka, która całymi dniami bucząc i plując tworzyła nowe łachy. Oprócz tego przy brzegu kręciła się cała masa drobiazgu — pychówki, kajaki, jolki, bączki i pokaźne, brzuchate baty. To właśnie baty zaczęły odgrywać ważną rolę, gdy plaża przeniosła się na drugi brzeg Rzeki. Od rana słychać było warkot silników marki „Schnaider" pchających wyładowaną po brzegi łódź. Brzeg „plaży nr III” był stromy i mało ciekawy. Po drodze była „plaża nr II” powyżej ujścia Grodarza.

Największą atrakcję tego miejsca stanowiły pokłady niebieskiego niemiłosiernie śmierdzącego mułu, który po rozmieszaniu z wodą tworzył zawiesinę do robienia „butów”, „skarpet” lub „pończoch”. Najwytrzymalsi, o mocno stępionym powonieniu robili „murzyna” czyli cali zanurzali się w tej ohydnej mazi. Zmyć „toto” z ciała było bardzo trudno, a paznokcie przybierały żółto-trupi kolor taki sam jak u topielców których było bardzo dużo. Praktycznie w każdą letnią niedzielę jakiś rozgrzany słońcem i alkoholem idiota wchodził do nieznanej sobie wody. Potem blade bezimienne ciało, ubrane tylko w kąpielówki leżało na stopniach bocznego ołtarza w kościele św. Anny. Mieszkańcy Miasteczka traktowali Rzekę z respektem. Znali jej kaprysy i pułapki; przykosy, wiry i lotne piaski, a swoje dzieci uczyli pływać. Ostatnia plaża jakiej „używałam” była największa i najnowocześniejsza, wyposażona w kosze plażowe, przebieralnie, wieżę dla ratownika, wypożyczalnię kajaków i rowerów wodnych, boje oraz motorówkę milicji wodnej w której dyżurowało dwóch spoconych „niebieskich” ubranych w grube ciemne mundury. Wszystkie plaże były gęsto usiane muszlami, muszelkami, krzemieniami i „strzałkami piorunowymi”. Gdzieniegdzie leżała ciężka, nasiąknięta wodą kłoda czarnego dębu. Nie wszystkie dni były dniami wody i słońca.
1 2 3
Zobacz zdjęcia
Autorka na Kazimierskiej plaży w 1967 roku

Lata 30. Na mostku do plaży Izabella Lenkiewiczowa z dziećmi Elżbietą i Jeremim.

Taka była Wisła w latach, które wspomina autorka




Copyright ©2003-2009 by pozycjonowanie, strony www, stron www, serwisy, portale, sklepy internetowe
polecamy: nałęczów | weekend | słowacja |
sopot festiwal, sylwester, ferie zimowe